Przylot alpak z Nowej Zelandii

May 4, 2019

W sumie rok oczekiwania, kwarantanna, lot, odbiór alpak w Amsterdamie... aż trudno uwierzyć, że wreszcie są z nami. Przyleciała piątka. Chłopaki - Shamarra Oracle, Oak Ridge Ultimo, Shamarra Crusader i dziewczyny - Gilt Edge Leading Light (Promyczek) i Shamarra Ambrosia. Czekamy na Shamarra Anastazję, która doleci w innym terminie. 

 

Gdy zobaczyliśmy je na lotnisku w Amsterdamie, całe, zdrowe, w nawet dobrych humorach, aż coś nas ścisnęło w środku z radości. Była kupa nerwów, ale wszystko poszło dobrze. No i od czasu, gdy widzieliśmy je w NZ jeszcze trochę podrosły... wyglądały cudownie maszerując po odprawie do naszej przyczepy.

 

Teraz się zapoznajemy. Spędzamy razem dużo czasu, obserwujemy się nawzajem i uczymy swoich zachowań. Stopniowo wdrażamy je w nasz sposób żywienia. Czekamy na wyniki szczegółowych badań krwi i kału zanim dojdzie do spotkania z resztą stada. No i trochę na tym korzystamy, bo są w małej grupie, na wyciągnięcie ręki. Możemy je dokładnie obejrzeć, regularnie sprawdzać kondycję i trochę się pooswajać. A przede wszystkim nadotykać ich runa, które jest wprost kosmiczne w dotyku. Było też niesamowicie lśniące, z intensywnym perłowym połyskiem... do pierwszego tarzania w piachu. Ale co zrobić, przeklęta susza. Grunt, że wiemy, pod tym tumanem pyłu mają piękny połysk, mają go w genach i zobaczymy go jeszcze przy bardziej sprzyjających okolicznościach... oby również u ich potomstwa :)